Posts Tagged ‘Russell Brand’

„Zawsze mamy dwie amerykańskie flagi, jedną dla bogatych, a drugą dla biednych. Kiedy na maszcie jest ta pierwsza, wtedy mówimy, że sprawy są pod kontrolą. Kiedy ktoś podnosi tę drugą, wtedy słyszymy o niebezpieczeństwie, rewolucji i anarchii” (Henry Miller, „Klimatyzowany koszmar”)

Na początku pomyślałem, jeszcze tego brakowało.

Russel Brand, słynny angielski komik i celebryta, broni biednych i demokracji. Mówi o rewolucji, ucisku społecznym i o tym, że rządy nie reprezentują swoich obywateli. Krytykuje demokrację. Farsa. Coś jednak sprawiło, że obejrzałem do końca wywiad, którego udzielił w BBC Jeremiemu Paxmanowi (link poniżej):

Być może ujęły mnie charyzma i pasja z jaką piętnował władzę, a może po prostu zadziałały jego ewidentne umiejętności krasomówcze. W ciągu dziesięciu minut, bo tyle trwał wywiad, usłyszałem niemal wszystkie najpoważniejsze zarzuty jakie sam jestem w stanie sformułować, również wobec polskiego rządu. Problemy, które środowiska wolnościowe omawiają od lat, na które wydawałoby się nie ma lekarstwa w świecie krwiożerczego kapitalizmu, zostały przez Branda przedstawione w sposób dosadny i nie obciążony, często pokrętną, argumentacją ruchów społecznych. I jeszcze facet miał czelność powiedzieć, że nigdy nie głosował w wyborach, bo wie dobrze, że wybory, w obecnej formie demokracji, nie mają żadnego znaczenia. Paxman próbował, ale nie dał rady zdyskredytować długowłosego gaduły: „Dlaczego nie głosujesz, wspierasz apatię społeczną? Dlaczego wypowiadasz się o polityce, skoro jesteś aktorem?”. Brand odpowiadał tak, jak odpowiedziałby prawdopodobnie każdy z nas. Nas, czyli słynnych 99%, którzy nie sprawują władzy i nie zarabiają milionów dolarów. Dokładnie takich samych odpowiedzi udzieliłbym również i ja: „Nie potrzebuję od Ciebie prawa do mówienia o polityce, sam je sobie daję. Apatia ma źródło w polityce, nie wśród zwykłych ludzi!” I nagle doszło do mnie, że nie trzeba być politologiem lub rzecznikiem ruchów wolnościowych, by móc zabrać zdecydowany głos w debacie o kondycji współczesnego świata. Nie musisz być anarchistą*, by zostać radykałem. Ta myśl dodała mi otuchy, ponieważ wieloletnia obserwacja polskich ruchów radykalnych z lewej i prawej strony, nie napawa nadzieją.

Wywiad Branda uświadomił mi jedną rzecz. Źle się dzieje na całym świecie. A może nie o świadomość tu chodzi, bo przecież interesuję się od lat kondycją demokracji w ujęciu globalnym. Może to po prostu ta mała iskierka, dziesięciominutowy moment porozumienia. Że facet, aktor z Anglii, mówi to samo, co ja widzę w Polsce i o czym czytam w książkach poświęconych Stanom Zjednoczonym (np. kapitalne Debt i Democracy Project Davida Graebera, traktujące o totalnym kryzysie demokracji w samym „centrum” demokratycznego świata). Czy naprawdę tak trudno jest sobie wyobrazić wspólny mianownik dla rozpędzania siłą pokojowego ruchu Occupy Wall Street, aresztowań polskich aktywistów walczących z bezdusznymi eksmisjami i, dajmy na to, umacniania więzi między korporacjami a polityką, dzięki działaniom lobbystów? Problem ruchów wolnościowych na całym świecie można sprowadzić do jednego – najczęściej zaczynają walkę o zmianę szczegółów, przy jednoczesnym pomijaniu, przemilczaniu spraw fundamentalnych. Ta metoda ma swoją długą i szlachetną tradycję. Jednak w dzisiejszej sytuacji politycznej i społecznej, zdaje się nie być najlepszym rozwiązaniem. Dlaczego? To bardzo proste. Jeśli walczysz o utrzymanie miejsc pracy w konkretnym ośrodku pracy, Twoimi sojusznikami są tylko i wyłącznie pracownicy tego ośrodka zagrożeni zwolnieniem. Jeśli walczysz z nieuczciwym właścicielem kamienicy, brutalnie próbującym wyrzucić staruszkę na bruk – Twoim sojusznikiem jest ta staruszka i kilku aktywistów, może jeden dziennikarz. Kiedy obrzucasz farbą Neo Bank (jak to zrobiła grupa anarchistyczna „15W08”), kilka osób się uśmiechnie z aprobatą, ale Twoi prawdziwi sojusznicy to jedynie radykalni anarchiści…

Ale co stanie się kiedy zadasz podstawowe pytania, które dręczą nas wszystkich? Weźmy pierwsze z brzegu pytania Russela Branda:

1. Czy czujesz, że władza reprezentuje Twoje interesy i potrzeby?

2. Czy czujesz, że Twój głos w wyborach zmienia cokolwiek?

3. Czy podoba Ci się, że polityka dzisiaj jest zależna od elit finansowych?

4. Czy, mając podstawową wiedzę na temat tego, czym jest demokracja, czujesz, że żyjesz w ustroju realnie demokratycznym?

I wreszcie pytanie podstawowe:
5. Czy świat zmierza w dobrym kierunku?

Podejrzewam że, jeśli nie jesteś dyrektorem finansowym Neo Banku (znanego szerzej z powodu wynajmowania brutalnych „czyścicieli” kamienic z niewygodnych lokatorów), lub świeżo utuczonym parlamentarzystą, odpowiedziałeś pięć razy NIE. Prawdopodobnie, nie ma też znaczenia, czy poglądy polityczne masz na lewo czy prawo. Grupy społeczne walczące o zmiany w dzisiejszym systemie, od radykalnych anarchistów po prawicowe organizacje, są zgodne co do tego, że demokracja w nowoczesnej wersji, jest zaprzeczeniem samej siebie, swojej idei założycielskiej.

Fantastyczna książka Davida Graebera o tym, co zostało z demokracji w dzisiejszej Ameryce.

Prawdę mówiąc, już odpowiedzenie „NIE” na choć jedno z powyższych pytań jest pretekstem, by dzisiejszą tzw. demokrację wziąć pod lupę. Co więcej, jedno zdecydowane „NIE” może – nawet wbrew naszym intencjom – sprawić, że trudno będzie pozytywnie odpowiedzieć na kolejne pytania. Jeśli bowiem, dla przykładu, odpowiadam, że rząd nie reprezentuje interesów obywatelskich, to muszę się zastanowić dlaczego. Czy nie dlatego, że reprezentuje interesy kokoś innego, niż „zwykli” obywatele? Kogo? Jeśli nie jednostek, to pewnie jakichś większych organizacji. Jeśli organizacji, to jakich? Dochodzimy do elit finansowych, czyli organizacji które mogą wywierać realny wpływ na rządzących. Jeśli tak, to czy podoba mi się to? Pewnie nie. A więc mamy już drugie „NIE”. Skoro dochodzimy do tego, że nasze interesy nie są reprezentowane, to co możemy zrobić? Zagłosować? Głosujemy od lat, i co? I nic, nasze potrzeby nadal nie są uwzględniane. Mamy więc trzecie „NIE” – nie czuję, by mój głos w wyborach coś zmieniał. Odpowiedzi na pytania 4 i 5 nasuwają się już same.

Musisz zatem uważać – jeśli odpowiedziałeś przynajmniej raz „NIE”, może się okazać, że jesteś radykałem, bo od jednego „NIE” jest mały krok do kolejnych.