Obywatelskie nieposłuszeństwo na stadionach? Popieram!

Posted: 6 kwietnia 2012 in Media, Obywatelskie nieposłuszeństwo, Polityka, Społeczeństwo, Wolność słowa

„To jest wrogi świat, nastawionych wrogo
Patrzą z zawiścią na nasze logo
Ups…znów chybiłeś śmieciu
Każdy twój ruch z łatwością mogę przeczuć” (Molesta, „Wróg”)

Jestem kibicem piłki nożnej. Ze względu na różne zajścia w jakich brałem udział (nic bardzo poważnego, ale zdarzały mi się przepychanki z policją, „wymiany zdań” z kibicami drużyn przeciwnych, włażenie na płot;);), ktoś mógłby mnie nazwać „kibolem”. Daleko mi do wizerunku łysego karka, ale lubię adrenalinę, lubię jak się coś dzieje. Poza tym, stadiony to jedne z ostatnich miejsc w tym kraju gdzie można się wykrzyczeć, odreagować cały tydzień czy rzucić głośno „kurwą”. A tego każdy normalny facet czasem potrzebuje. Dlatego lubię tę atmosferę wolności, lekkiej chuliganki i napinki.

Należę do grupy kibiców, którzy nie są zaangażowani politycznie. Nie interesowałem się nigdy kibicowską walką z „komuną” bo – jak już napisałem w jednym z poprzednich wpisów – moim zdaniem w Polsce nie ma żadnej „komuny”. Nie zagłębiałem się w rozkminki historyczne w kontekście piłki nożnej bo najzwyczajniej w świecie wolę podrzeć ryja na trybunie niż bawić się na niej w politykę.

Polskie stadiony są dość mocno prawicowe, co raczej zniechęca mnie do angażowania się w polityczną stronę kibicowania (byłoby podobnie gdyby były np. skrajnie lewicowe). Taki trend wynika z historii naszego kraju i w sumie specjalnie nie dziwi. Niektóre wybryki prawicujących ekip stadionowych są dla mnie nie do przyjęcia, ale ogólnie rozumiem takie nastawienie i dopóki nie przekracza ono granic przyzwoitości – toleruję je.  Szczególnie, że jestem kibicem klubu, w którym akurat te tendencje nie są aż tak silne jak w wielu innych.

Środowisko kibicowskie w Polsce w ostatnich latach bardzo się zradykalizowało. Przez długi czas myślałem, że to jakaś naturalna kolej rzeczy, moda, czy co tam jeszcze. Nie próbowałem się zagłębiać w temat. Głębsze wejście w zajawkę kibicowania sprawiło jednak, że zacząłem postrzegać temat inaczej i widzę, że nie miałem racji. Zaczynam rozumieć kibiców z całej Polski, którzy toczą walkę z władzą i mediami. I powoli, zaczynam ich w tej walce wspierać.

W ostatnich miesiącach widziałem i sam doświadczyłem wielu sytuacji, które zmieniły moje widzenie problemu „kiboli”. Przeczytałem też relacje mediów z wydarzeń, w których brałem udział. I te relacje były zazwyczaj papką, medialną nagonką, która nie miała nic wspólnego z rzeczywistością.

Dochodzę powoli do wniosku, że ekipa Tuska i sprzyjające jej media wychowali sobie wroga na własne życzenie. Jeszcze kilka lat temu walka z politykami i mediami była domeną tylko najbardziej radykalnych rodzimych ekip, jak np. Legii Warszawa, która ze względu na konflikt z właścicielem (ITI) niejako programowo zwalczała media należące do giganta. Ekipy takie jak Legia, Lech czy Wisła były na medialnym widelcu ze względu na poważne wybryki chuligańskie. Był to jednak margines. Większość „zwykłych” kibiców miała w dupie takie problemy. Większość z nas po prostu zajmowała się kibicowaniem.

Niestety, wojna jaką rząd wydał kibicom przed EURO 2012 i medialny atak na całe środowisko, który nastąpił zaraz po Pucharze Polski w Bydgoszczy (skądinąd, to była naprawdę poważna zadyma, co do tego nie ma wątpliwości) tylko zradykalizował społeczność kibiców. A problemu kibiców nie da się rozwiązać siłowo. Bo kibice to taka najbardziej „polska” (charakterologicznie) tkanka naszego społeczeństwa  jaką sobie można wyobrazić  – uparta, krnąbrna, niepokorna. I dobrze, bo to od zawsze był element polskiej tożsamości. Sarmaci i te sprawy;). Nie chodzi o to, by rozmawiać z przestępcami czy pobłażać komukolwiek. Chodzi o to, by dać tym ludziom się wyrazić i nie zamykać im ust na siłę. Wbrew pozorom to naprawdę duża i nieźle zorganizowana grupa społeczna. Na razie, próbuje się kibiców pacyfikować siłą lub ograniczać ich wolność słowa. Kilka sytuacji które sam widziałem na własne oczy:

1. Zakazy wyjazdowe.

Po pamiętnym Pucharze w Bydgoszczy zakazy wyjazdowe otrzymały niemal wszystkie ekipy w Polsce. Sam zostałem dwukrotnie zatrzymany przez policję w drodze na wyjazd za swoją drużyną w ramach „odpowiedzialności” zbiorowej. I do dziś nie wiem za co. Grupa kibiców z którą podróżowałem była spokojna, nie było też alkoholu i rozrób. Zostaliśmy zatrzymani bo jakiś burak z Lecha Poznań kiedyś rąbnął dziennikarkę.

Ktoś może powiedzieć, że kibice powinni sami oczyszczać swoje szeregi z przestępców i skoro nie potrafią tego robić to przedstawiciele prawa mają prawo zastosować odpowiedzialność zbiorową, by sytuację unormować. Nie zgadzam się i posłużę się przykładem. Czy powinniśmy zabronić wszystkim programistom grzebania w kodzie bo wśród nich są niebezpieczni hakerzy, którzy codziennie dokonują ataków na ważne strony rządowe? Pewnie większość z nas odpowie – nie. Moim zdaniem sprawa ma się podobnie z normalnymi kibicami.

2. Policja – reaktywacja

Na linii kibice – policja nigdy nie było pokojowo. O tym wie każdy. Niemniej ostatnie represje policyjne wycelowane są w ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z chuliganką czy przestępczością stadionową. Dobrym przykładem może tu być ekipa ultras Korony Kielce, która od miesięcy nękana jest przez miejscową policję. Ich jedynym przewinieniem jest to, że przygotowują efektowne oprawy, z których część odnosi się do działań policji:). Ci ludzie tworzą sztukę – każdy kto kiedykolwiek widział przygotowania do olbrzymiej oprawy na całą trybunę wie, że to są artyści a nie przestępcy!

I jeszcze przykład z mojego podwórka. Na wyjeździe w Bełchatowie zostałem zatrzymany przez łódzką policję. Moim przewinieniem było to, że próbowałem ochronić chłopaka z naszej kibicowskiej ekipy, którego potraktowano gazem pieprzowym za to, że chciał iść (w wolnym państwie!) do sklepu spożywczego. Pech chciał, że sklep znajdował się poza strefą wyznaczoną dla nas przez policję – podobno dla naszej ochrony, przed miejscowymi kibicami. Jeśli ochranianie nas oznacza pryskanie człowiekowi w oczy gazem pieprzowym bo chce iść do sklepu, to ja wysiadam i chyba już wolę spotkać miejscowych kibiców. Oni najwyżej sprzedadzą mi liścia. Skończyłem ten wyjazd z mandatami na 500 pln. Za co? Tego do dzisiaj nie wiem. Trzymano nas jak zwierzęta w klatce.

I tu znowu, ktoś kto nie przepada za kibicami pewnie może powiedzieć, że od tego jest prawo, by je egzekwować. Ale co jeśli to prawo jest złe, niedokładne i pokrzywdzeni zostają ludzie, którzy w sumie nic złego nie robią poza tym, że korzystają z wolności słowa albo wolności do chodzenia gdzie im się podoba?

3. Medialne relacje wydarzeń związanych z kibicami

Nie wątpię, że są sytuacje kibicowskie, które wzbudzić mogą tylko uczucie zażenowania. Rasistowskie wybryki, zadymy, demolowanie miasta czy stadionu… I należy o tym głośno mówić. Ale uczestniczyłem w wielu sytuacjach zupełnie normalnych, takich jak przemarsze kibiców na mecz, manifestacje w sprawach związanych z tym czy innym klubem… często głośne, często niepoprawne politycznie, ALE absolutnie zgodne z prawem. Na tym polega do cholery wolność słowa – nie zawsze jest miło i sympatycznie, ale jeśli wszystko mieści się w granicach prawa to nie powinno być problemu. Sytuacje kibicowskie w gruncie rzeczy rzadko wychodzą poza prawo – bardzo często prowokacja następuje ze strony ochrony lub policji, które nie wiedzą jak postępować w danej sytuacji. Wiem bo widziałem na własne oczy.

Ile razy brałem udział w wydarzeniach, które miały charakter piknikowy, a w wieczornych wiadomościach dowiadywałem się, że uczestniczyłem niemal w zlocie przestępców… Stopień zakłamania niektórych mediów (i nie tylko tych, z którymi walczą tradycyjnie kibice) jest czasami szokujący. Wymiana okrzyków staje się „burdą”, rzucanie samolocików z papieru na derbach Warszawy staje się „skandalicznym atakiem” na kibiców drugiej drużyny, a kiedy ochroniarze zabraniają kibicom wniesienia flag klubowych na stadion, okazują się bohaterami, którzy wykryli kibiców „ze sprzętem”… Hmmm…

3. Stadiony to nie miejsce dla polityki?

Nie wiem czy wiecie, ale na polskich stadionach obowiązują nieco inne prawa niż wszędzie indziej w naszym kraju. Ktoś wymyślił sobie na przykład odgórnie, że na stadionie nie powinno być polityki. Kto? Dlaczego? Tego nie wie nikt. Dlaczego niby na stadionach nie powinno być polityki? Czym różnią się stadiony od placów, na których odbywają się manifestacje, czy od auli uniwersytetów, w których odbywają się debaty poglądowe? Mamy wolność słowa, żyjemy w wolnym kraju – dlaczego nie mogę powiedzieć na stadionie tego, co mogę powiedzieć gdzie indziej? Stadiony mają długą tradycję aktywności politycznych. Najlepszym przykładem może tu być Lechia Gdańsk, której stadion był jednym z ważniejszych ośrodków głoszenia wolnej myśli za komuny.

Ostatnie wydarzenia na stadionie Polonii Warszawa pokazują do jak absurdalnych sytuacji dochodzi gdy prawo jest egzekwowane w sposób bezmyślny i pozbawiony wyobraźni.

Na meczu Polonia Warszawa – Śląsk Wrocław, na trybunie „Kamiennej” pojawił się znak, który dość często gości na stadionach rodzimej ekstraklasy. Taki oto znak:

Jak już pisałem, nie jestem zwolennikiem polowania na komunistyczne czarownice, ale jednak ten znak nie jest specjalnie obraźliwy. Szczególnie w Polsce i innych krajach postkomunistycznych, nie powinien nikogo bulwersować. Nie mówiąc już o tym, że komunizm jest uznany w Polsce za reżim zbrodniczy. Zwalczanie go (a tym jest właśnie wywieszenie takiego znaku) powinno raczej zyskać wsparcie ze strony prawa. A że Ci, którzy wieszali ten znak za „komunę” pewnie mieli Tuska, jego ekipę i sprzyjające Platformie media? Trudno. Takie ich demokratyczne prawo.

Co się zdarzyło dalej? O tym już wie cała Polska. Na trybunę wskoczyli rześcy ochroniarze (podobni do tych, którzy na derbach Warszawy również traktowali polonistów gazem pieprzowym) i zdecydowanie wkroczyli do akcji zdejmowania flagi z gniazda. Wkroczyli okaskowani w około 30 chłopa. Wywołało to kompletne wkurwienie spokojnych do tej pory kibiców Polonii, którzy, ni mniej ni więcej, tylko na kopach wysadzili ochroniarzy za bramę. W czasie nieco panicznej ucieczki ochroniarze zaczęli rozpylać gaz pieprzowy. Tym gazem zostały potraktowane między innymi dzieciaki przyprowadzone na swój pierwszy mecz w ramach Akcji Kibic… Po co to było? W czyim interesie? Ochrona bezpieczeństwa? Czyjego?

Na koniec przewidywalna ciekawostka. Delegat z ramienia PZPN, który nakazał tak gwałtowna i bezsensowną interwencję jest… byłym, wysokiej rangi, aparatczykiem PZPR. Zabawne, prawda?

A teraz krótki morał z tej historii.

Jak kończą się nagonki medialne, represje policji i decyzje delegatów, które zamiast rozwiązywać poważny problem przestępczości na stadionach, uderzają w zwykłych kibiców? Otóż kończą się tak: środowiska które są bez przerwy atakowane (w tym wypadku kibice) radykalizują się i jeszcze bardziej jednoczą w walce i nienawiści do medialnego mainstreamu. Ci ibice którzy byli do tej pory neutralni, zaczynają wspierać swoich bardziej radykalnych kolegów widząc co się dzieje.

Najlepszym przykładem jest ten tekst, który rok temu po prostu by nie powstał w mojej głowie. Jako przeciwnik polityki na stadionach nigdy bym się nie zajmował np. flagą antykomunistyczną. Dziś jednak uważam, że coś tu się dzieje nie tak i trzeba o tym głośno mówić. Dlatego nie tylko napisałem ten tekst, ale byłem również jednym z tych którzy w tłumie wyganiali ochronę ze stadionu na K6. I nie wstydzę się tego choć niektórzy mogą uważać, że złamałem prawo… Jeśli złamałem to uważam to za moje prawo do „obywatelskiego nieposłuszeństwa”. Definicję tej postawy sobie wygooglajcie.

Advertisements
Komentarze
  1. Andrzej z Poznania pisze:

    Trzeźwe spojrzenie na temat kibiców – aż dziwne że wychodzi od muzyka;) No ale skoro sam jesteś kibicem to tym lepiej wiesz od środka jak to wygląda. Ja od lat bawię się w kibicowanie (Lech Poznań się kłania;) i wiem o czym piszesz pewnie nawet więcej widziałem bo Lech faktycznie jest „na widelcu” jak to napisałeś. Na pewno bardziej niż Polonia czy nawet Korona. Powinieneś ten tekst gdzieś umieścić na forach kibicowskich, spodobałby się. No nic, pozdrawiam i moze gdzies do zobaczenia na stadionach w Polsce. Andrzej, Lech Poznań

    • Ługi pisze:

      Nie wiedziałem, że ktoś z kibicowskiej braci czyta tego bloga;). W każdym razie dzięki za ciepłe słowa. Samemu chyba wrzucać nie będę na fora bo nie wypada się wpychać na siłę:D I do zobaczenia!

  2. thekociarz pisze:

    Ja należę do tych, którzy mają gdzieś kto i komu kibicuje. Nie interesuje mnie to dopóki nie zaczną rwać płyt chodnikowych jak „protestujący” górnicy czy hutnicy. Ja chcę jednego: spokoju na trybunach i poza nimi. Kibicowanie nie musi wiązać się z puszczaniem wiązanek na drużynę przeciwnika czy nawalaniem się po łbach na ulicy, Gdyby zapytać przeciętnego karka z Wisły Kraków o co drą koty z Cracovią to prawie na bank nie będzie miał pojęcia dlaczego. Co nie przeszkadza mu wpierdolić komuś z szalikiem nieodpowiedniego klubu.
    Bez zbędnego dalszego pisania: nie zgadzam się ze wszystkim co napisałeś, ale generalnie masz rację. Zabranianie niczego nie poprawi.

  3. MichalxD pisze:

    Jestem kibicem Legii i całkowicie zgadzam się z powyższym tekstem. Kibic niezależnie od czy z Warszawy, Krakowa czy jakiejś innej wioski/miasta nie ma lekko w dzisiejszych czasach. Szerzenie kłamstw w telewizji na temat „kiboli” nie zna granic. „Telewizja już nie kłamie, telewizja napierdala!” A tu taki mały bonus jakby ktoś tego nie widział. http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=8ZrrvrWrxlI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s