Jesteś pijakiem? Spokojnie, PAŃSTWO Cię uzdrowi!

Posted: 15 lutego 2012 in Obywatelskie nieposłuszeństwo, Polityka, Społeczeństwo, Wolność słowa
Tagi: , , , ,

„Miej świadomość, możesz robić co chcesz(Kazik Staszewski) – jeśli ten cytat zniknie w ciągu kilku godzin to znaczy, że Kazik nasłał na mnie swoich prawników;)

Wciskanie ludziom wolności na siłę najczęściej kończy się reakcją wymiotną. Podobnie uszczęśliwianie ich na siłę lub umoralnianie na siłę. Nie inaczej wygląda sprawa z uzdrawianiem na siłę. W takich sytuacjach pojawia się zawsze ten kłopotliwy, acz wyraźny problem moralny. Ktoś chce dla nas dobrze, my sami natomiast, uważamy że powinien się raczej odpieprzyć i dać nam święty spokój. I chociaż bywają to sytuacje nieprzyjemne, większość z nas ma na tyle odwagi, by delikatnie danego delikwenta upomnieć i poprosić go o zluzowanie w temacie.

Gorzej kiedy narzucać wolność, uszczęśliwiać i uzdrawiać nas na siłę, pragnie Państwo. Państwo, czyli jakiś bliżej niesprecyzowany organ, składający się z setek tysięcy urzędników, polityków i  decydentów. Sytuacja staje się dla nas groźna. O ile bowiem możemy koledze, którego znamy z twarzy, nazwiska i poglądów, powiedzieć żeby się odpieprzył ze swoją niechcianą pomocą, o tyle w przypadku Państwa sprawa nie jest tak prosta. Bo komu, gdzie i w którym momencie pokazać swoje niezadowolenie? Nad naszym Państwem są zresztą struktury daleko bardziej niejasne i niesprecyzowane dla zwykłego człowieka, jak np. Unia Europejska. Zostajemy więc sami z naszym problemem i z czasem większość z nas przyjmuje postawę bierną, to znaczy przyjmujemy za oczywisty fakt, że w starciu z „systemem” nie mamy nic do powiedzenia.

Ostatnie ruchy władz naszego kraju w kwestii podpisania ACTA, wzbudziły sporo kontrowersji. Jeśli nie dlatego, że sam dokument jest mocno kontrowersyjny, to przynajmniej dlatego, że wyszedł na jaw brak – elementarnej wydawałoby się w systemie demokratycznym – konsultacji społecznej. A jeśli konsultacja to za dużo, już samo wyczucie i znajomość tematu byłyby mile widziane. Niestety.

ACTA to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Dziś dowiaduję się z Dziennika, że będę mógł kupić, wzorem niektórych krajów skandynawskich, alkohol tylko przez osiem godzin dziennie. Mało tego. Tylko w prowadzonych przez Państwo specjalnych „punktach”. Mało tego. Zalecenie płynące z UE zawiera również sugestię, by punkty te znajdowały się na obrzeżach miast. Czyli, w przypadku Warszawy w której mieszkam, pewnie na jakimś totalnym, nieosiągalnym zadupiu. Jak podaje Dziennik, dokument już został zaakceptowany przez wszystkie Państwa członkowskie. Póki co, nie ma mocy, która obligowałaby poszczególne państwa do bezwzględnego wprowadzania jego zapisów. Już wkrótce może to jednak ulec zmianie. A to dlatego, że Komisja Europejska ma wkrótce sformułować nową, w założeniach obligatoryjną, strategię rozwiązywania problemów alkoholowych. Brzmi groźnie.

Co na to państwo Polskie?

– Konsultowaliśmy ten dokument i nie zgłaszaliśmy do niego żadnych uwag. Tym samym uznaliśmy, że wszelkie strategie i działania zmierzające do ograniczenia szkód związanych ze spożyciem alkoholu powinny być rekomendowane do wprowadzenia w państwach europejskich – informuje nas beztrosko rzecznik resortu zdrowia, Agnieszka Gołąbek (za Dziennik.pl)

Ciekawe. Szczególnie podoba mi się fragment dotyczący rekomendacji, a w podtekście – usprawiedliwienia, „wszelkich strategii i działań”, które w założeniu prowadzić mają do zmniejszenia problemów społecznych związanych z pijaństwem. Pani rzecznik i jej mocodawcy w sposób oczywisty uzdrawiają nas na siłę. Nie ma znaczenia czy pijesz wino do obiadu, pijesz okazjonalnie na uroczystościach, czy uchlewasz się codziennie do nieprzytomności. Po co komuś ta, kłopotliwa z perspektywy podejmowania decyzji ogólnych, wiedza. Od tej pory będziesz się musiał się ograniczyć bo ktoś tak zadecydował.

Alkohol w Polsce jest istną plagą, co do tego nie ma dwóch zdań. Zbrodnie popełnione pod jego wpływem stanowią, jak mniemam (bo „twardymi” danymi nie dysponuję), duży procent zbrodni popełnionych w ogóle. Jednak wprowadzenie tak dalece posuniętych rozwiązań jest absurdalne i jest próbą zagarnięcia kolejnego skrawka wolnej przestrzeni publicznej, której i tak jako obywatele, mamy coraz mniej.

Nikt z nas, jak podejrzewam, nie kibicuje pijaństwu i agresji, która jest nim powodowana. Pewnie zgadzamy się co do tego, że osobników stale nadużywających i popełniających rozboje „pod wpływem”, powinno się surowo karać lub – w skrajnych przypadkach – izolować. Problem jest realny, w Polsce widzimy go na każdym kroku. Swego czasu, na warszawskich ulicach pojawiły się malowane białą farbą na ścianach, dramatyczne apele dotyczące alkoholizmu Polaków, które z wypiekami na twarzy obserwowałem w różnych częściach miasta. Wyglądały np. tak:

I chociaż były to dramatyczne działania jakiejś mocno zdeterminowanej duszyczki, to i tak niosły za sobą większy ładunek realnej troski o kondycję narodu niż biurokratyczne sztuczki, które serwuje nam Pani Agnieszka i jej mocodawcy.

To prawda, jesteśmy krajem pijaków, a z alkoholem problem ma lub miał niejeden z nas. Nic jednak nie zastąpi edukacji, zmiany przyzwyczajeń która zaczyna się w domu, w szkole, na podwórku. Zamordyzm rzadko jest najlepszym sposobem na osiągnięcie celu. A na osiągnięcie celu poprawy jakości życia społecznego – prawie nigdy. Jeśli chodzi o stymulowane, sztuczne ograniczenie spożycia alkoholu to kraje skandynawskie, których doświadczenia służą za punkt wyjścia autorom projektu, są tu przykładem mocno kontrowersyjnym. Szwecja z systemem Systembolaget ma na koncie afery korupcyjne (związane z rozwojem szarej strefy) jak i nielegalne szmuglowanie alkoholu np. z Niemiec i Estonii. Nie mówiąc już o tym, że do dzisiaj nie udało się jednoznacznie potwierdzić, czy wprowadzone restrykcje sprzedażowe, rzeczywiście pozytywnie wpłynęły na stan trzeźwości społecznej naszych wikińskich kolegów i koleżanek. Organizacje rządowe przywołują statystyki obwieszczające sukces, niezależne organizacje społeczne wręcz przeciwnie – wskazują na rozwój zachowań sprzyjających pijaństwu. Restrykcje miały jednak na pewno pozytywny wpływ na status kabzy szwedzkiego aparatu państwowego, co do tego nie ma wątpliwości. Pij zatem do woli, ale płać państwu.

Nie uważam, żeby problem sprzedaży alkoholu był w tej chwili jakoś specjalnie najważniejszy i być może robienie zadymy wokół tak przyziemnego tematu jest nieco infantylne. Mimo wszystko, to kolejny już ruch naszego państwa, który wprawia mnie w zakłopotanie. Bo nie wiem komu powiedzieć żeby się ode mnie odpieprzył ze swoją pomocą.

A koniec końców, pijak niech się uchlewa jak lubi – dopóki nie robi tym nikomu krzywdy. A jak robi krzywdę, to jest to temat dla policjanta, a nie urzędnika. Bo po pijaku przyjdzie czas na tego, który lubi się brandzlować w zaciszu domowym, tego który jest hazardzistą, tego który pali (na tych już pojawił się bat). Nie mylmy kreatywnego wspomagania pozytywnych zmian społecznych (to może być rola państwa) z obligatoryjnym do tych zmian przymuszaniem (co nie powinno być rolą nikogo, a tym bardziej aparatu państwowego).

Reklamy
Komentarze
  1. kociarz pisze:

    Mam jedną uwagę techniczno-ortograficzną (tak jakby): pisanie „państwa” z wielkiej litery niepotrzebnie nobilituje ten twór. Pasuje do peanów na cześć Wielkiego&Wspaniałego Państwa Polskiego, a nie do krytyki pod jego adresem. Ale ja nie o tym chciałem.
    I znów muszę się zgodzić: uszczęśliwianie na siłę do niczego dobrego nie doprowadzi. Ja uważam za słuszne działania zmierzające do ograniczenia picia alkoholu, ale nie tędy droga. Ja postawiłbym na edukację, wyjaśnienie zagrożeń, może nalepki z napisami: „Alkohol zabija”, „Picie alkoholu prowadzi do marskości wątroby” wzorem tych z papierosów? No i akcyza: to zawsze działa. Wiadomo, zwiększy się przemyt i produkcja nielegalna, ale to zadanie dla Straży Granicznej, Policji i Kontroli Skarbowej.
    Co do Skandynawii: spożycie mocnego alkoholu w tych krajach mocno skoczyło i stało się poważnym zagrożeniem na przyszłość. Podjęli drastyczne środki, ale na powtórzenie tego w Polsce nie ma szans – nie jesteśmy tak zdyscyplinowani i praworządni, najwyżej zaopatrzymy się u Rosjan czy Ukraińców (tudzież u lokalnego bimbrownika). Oni zresztą też przemycają alkohol, łatwo wyobrazić sobie co działoby się w Polsce. U nas może zadziałać tylko podnoszenie akcyzy połączone z szeroko zakrojoną kampanią społeczną i likwidacją szkód spowodowanych przez alkohol. Ciągle zbyt często milczy się na temat tego co dzieje się w domach alkoholików czy pozwala siadać za kółkiem po kielichu. I tu jest coś co państwo może zdziałać: uświadomić ludzi, że takie zachowanie jest naganne i zagraża społeczeństwu. I na tym powinno zakończyć się ich działanie, a nie wymyślają durne ograniczenia dotyczące skrócenia czasu sprzedaży. No i pomysł by sprzedaż przejęło państwo. Chyba nie zastanowili się zbytnio nad tym. Ile osób posiada sklepy monopole i przez taki myk straci pracę? Dostaną gwarancję zatrudnienia gdzieś indziej? Nie ma tak łatwo, zawsze są jakieś ukryte koszty, których w swoich statystykach nie uwzględnią: „dzięki wprowadzeniu ograniczeń w sprzedaży alkoholu umieralność wśród bezdomnych spadła o połowę, a ponad 1000 osób uchroniono od marskości wątroby”. Nie powiedzą ile osób, które miały sklepy splajtowało, klepie biedę, wyjechało do Irlandii albo popełniło samobójstwo. To zepsułoby statystyki.

  2. Ługi pisze:

    Dzięki za wyczerpujący komentarz!

    Jeśli chodzi o państwo przez „P” to zabieg był celowy. Nadając mu cechy nazwy własnej, chciałem żeby rzuciło nieco cienia na nas malutkich i stało się bardziej zatrważające;).

    Co do ostatniego akapitu Twojej wypowiedzi, zgadzam się w pełnej rozciągłości. Swoją drogą poszperałem trochę na temat osiągnięć Skandynawów po wprowadzeniu opisanych restrykcji… niewiele sensownych informacji można znaleźć… a szkoda, bo może dysponują danymi, które zmusiłyby mnie do odszczekania kilku zdań z powyższego tekstu. Ja zawsze jestem gotów się wycofać z błędu jeśli jest ewidentny.

  3. Thomson pisze:

    „A koniec końców, pijak niech się uchlewa jak lubi – dopóki nie robi tym nikomu krzywdy. A jak robi krzywdę, to jest to temat dla policjanta, a nie urzędnika. Bo po pijaku przyjdzie czas na tego, który lubi się brandzlować w zaciszu domowym, tego który jest hazardzistą, tego który pali (na tych już pojawił się bat). Nie mylmy kreatywnego wspomagania pozytywnych zmian społecznych (to może być rola państwa) z obligatoryjnym do tych zmian przymuszaniem (co nie powinno być rolą nikogo, a tym bardziej aparatu państwowego).”

    Tu się nie do końca zgodzę, bo tak jak w przypadku palenia, wszystko się rozbija o ogromne pieniądze które państwo wydaje na leczenie chorób spowodowanych mocnym przeginaniem z nałogiem. – Ci pijacy którzy się nie zapiją na śmierć, zalegają potem miesiącami w szpitalach z gruźlicą, marskością wątroby etc. A to wierzchołek góry lodowej bo idąc dalej tropem szkód spowodowanych przez chorobę alkoholową widzimy jak ogromną kasę państwo wydaje na takich delikwentów przez mopsy, wytrzeźwiałki, izby dziecka itp itd. Wydaje mi się, że niewielu jest takich pijaków których po prostu stać na to, żeby się uchlewali i nie robili nikomu krzywdy, zdecydowana większość robi to za nasze pieniądze, które mogły by pójść na leczenie ludzi, którzy pracują i płacą podatki i na pomoc tym potrzebującym, którzy znaleźli się w potrzebie nie dlatego, że „mieli świadomość, że mogą robić co chcą”.

  4. kociarz pisze:

    Dzięki, Ługi, za miłe słowa.
    @Thomson: nie dotykałbym kwestii finansowych dotyczących nadużywających alkohol czy palących tytoń. Któryś kraj zachodni (nie dam głowy uciąć, ale chyba Australia) zebrał doradców by podliczyli koszty leczenia nikotynizmu, chorób i wypadków nim spowodowanych i całej otoczki socjalno-pomocowej. Okazało się, że wpływy z akcyzy, podatków i składek płaconych przez ludzi są wyższe niż koszty usuwania szkód.
    Dlatego omijam szerokim łukiem kwestie finansowe i skupiam się na stratach społecznych i obniżenia jakości życia ludzi. Strach człowieka przed wyjściem wieczorem na spacer czy traumatyczne przeżycia dzieci alkoholików trudno przełożyć na pieniądze. Do tego wypadki z udziałem pijanych – jak wycenić ludzkie życie? Ile jest warte? 250 tys. jak ofiar pewnego samolotu? Milion? Suma pieniędzy jakie odprowadziłby do państwa i zarobiłby podwyższając PKB kraju? Lepiej nie liczyć ile zapłaci się za leczenie i całą resztę tylko pomyśleć o kosztach (finansowych też, ale głównie społecznych) ponoszonych przez społeczeństwo.
    Alkoholizm jest problemem, ale należy gruntownie przemyśleć w jaki sposób należy zareagować na ten problem. Prohibicja nie jest wyjściem, co pięknie pokazały Stany Zjednoczone. Pełna wolność też zbiera swoje żniwo (Rosja). Znalezienie „trzeciej drogi” jest teraz w rękach rządzących, oby nie przegięli w żadną stronę. Inaczej obudzimy się w kraju, z którego trzeba będzie szybko wiać.

  5. Chmielnik pisze:

    Bardzo dobry tekst, podobnie jak i pierwszy. Podoba mi się, że nie masz klapek na oczach i widać po tych dwóch wpisach, że nie zamykasz się na zdroworozsądkowe myślenie tylko ze względu na jakąś ideologię. A tego bardzo brakuje w Polsce ale równiez w polskiej blogosferze. Za wcześnie twierdzić co ostatecznie wyjdzie z tego bloga, ale początek bardzo dobry. Pewnie im popularniejszy będzie Skowyt, tym więcej ludzi będzie wchodzić tutaj – dlatego powodzenia i zespołowi i Tobie prywatnie życzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s